Niezapomniany początek

Swoją pracę w Puerto Ocopa rozpocząłem na kilkanaście dni przed ogłoszeniem krajowej kwarantanny. Zaraz po przyjeździe rozpoczęliśmy organizowanie katechez i przygotowania do sakramentów. W poniedziałki przygotowanie do Pierwszej Komunii Świętej, we wtorki do Bierzmowania, w środę grupa dziecięca „Infancia Missionera” a w czwartek spotkania z młodzieżą. W planie była również budowa kaplicy w miejscowości Santa Cruz oraz  gruntowny remont kościoła parafialnego. 

Niestety wszystko spełzło na niczym 15 marca, kiedy to prezydent Perú Martin Vizcarra ogłosił kwarantannę w całym kraju. Na ulice wkroczyło wojsko i policja, w wioskach miejscowi strażnicy z maczetami i strzelbami. Pilnują aby nie przemieszczać się, a także nie organizować spotkań. W ciągu tych kilku dni strach i panika ogarnęły cały kraj. To tak oficjalnie. Z drugiej strony sporo ludzi zaczęło się przemieszczać z Limy do swoich rodzinnych miejscowości. Ponieważ nie kursowały autobusy, podróżowali się w ciężarówkach które transportują owoce albo warzywa. Do Puerto Ocopa po dwóch tygodniach wędrówki dotarły dwie osoby które wyruszyły z Tarapoto. Z jednej strony to szaleństwo, z drugiej strony ludzie zostali bez pracy i bez środków do życia. Zdecydowana większość Peruwiańczyków żyje z dnia na dzień, dlatego też nie mogąc zapłacić za mieszkanie byli wyrzucani na bruk. Bezprawnie, ponieważ prezydent zapewnił im prawo do tego, że pomimo braku dochodów nikt nie może pozbawić ich dachu nad głową. Jednak rzeczywistość jest zupełnie inna. W Peru pojawił się też strach przed wszystkimi „gringo” czyli „białymi”, poniewa uważają że to Europejczycy przywieźli wirusa do Peru i to właśnie oni zarażają ludzi… 

Dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego dowiedzieliśmy się że dzieci i młodzież narazie pozostają w domach. Dwa tygodnie później rząd wprowadził lekcje zdalne. Prawie jak w Polsce. Niestety rzeczywistość nie jest tak kolorowa. Telewizje wraz z anteną satelitarną ma około 10 % osób, radio połowa z mieszkańców a internet jest jedynie w kilku domach. Jak wyglądają lekcje np. matematyki transmitowane przez radio można sobie wyobrazić. Ostatnio spotkałem się z Julianem, który ma 20 lat. Wrócił ze stolicy ponieważ stracił pracę. Opowiadał mi, że zerknął na zadanie z języka ojczystego które miał odrobić jego młodszy brat Jose. Na jednej stronie miał 50 błędów ortograficznych. Jose ma szczęście, ponieważ Julian umie czytać i pisać, natomiast spora część rodziców nie jest w stanie pomóc swoim dzieciom. 

To wszystko sprawia, że niemalże z dnia na dzień znalazłem się w całkowicie nowej rzeczywistości. Najsmutniejsze jest to, że nie możemy modlić się razem z ludźmi, ani ich odwiedzać. Obecnie przez lokalne głośniki odmawiamy Koronkę do Bożego Miłosierdzia z Liturgią Słowa oraz rozważaniem go. O ile się udaje, ponieważ sprzęt jest bardzo kapryśny.

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on print
Share on email